W rytmie bocianiego klekotania…
20.07.2010Mazury przywitały nas deszczem, którego teraz tak mi brakuje. Ale jak to z letnim deszczem bywa – przyszedł i poszedł pozostawiając po sobie rześkie orzeźwienie, które spodobało się szczególnie wróbelkom kąpiącym się w doniczce, bocianom klekoczącym radośnie i pewnemu burkowi, który uwielbiał wylegiwać się na ciepłym asfalcie pomiędzy jedną kałużą a drugą. Wyglądało to dość dramatycznie, bo pies nie chciał zejść z wiejskiej drogi i samochody musiały hamować i jechać po trawie opryskując jednocześnie burka wielką fontanną wody. Pies był zachwycony!
Były to bardzo beztroskie wakacje. Woda w jeziorze 26 stopni, materac delikatnie podskakujący na drobnych falach, długie, letnie wieczory z wyczekiwaniem na choćby najmniejszy powiew wiatru, jagodzianki sprzedawane na rzece – ten sam smak, co siedem lat temu, na tym samym pomoście, od tego samego chłopca… no może już wyższego i bardziej dorosłego.







28.07.2010, 18:53
Właśnie wybieram się na Mazury ,mam nadzieję usłyszeć to
bocianie klekotanie i tak miło jak Wy spędzić czas w tym uroczym pensjonacie !!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam D.