Blog Fiorello
Sklep fiorello.pl

Toskania od kuchni

17.07.2009

Przeglądając wakacyjne zdjęcia stwierdziłam, że więcej na nich ujęć jedzenia niż nas samych. Trudno jednak nie uchwycić momentu, kiedy kelner podaje talerz przepełniony cudownymi zapachami i kolorami. Kiedy jesteśmy w innym kraju zawsze jemy albo w małych knajpkach, albo gotujemy sami. Zawsze spisujemy sobie informacje, w jaki dzień i gdzie odbywają się lokalne targi. Kupujemy to, na co mamy ochotę i potem eksperymentujemy w kuchni. Gdy wychodzimy, żeby coś zjeść, wybieramy miejsce, które na pierwszy rzut oka jest przyjemne, w którym widać śmiejących się ludzi przy stołach, albo takie, skąd można podziwiać piękne widoki. Podczas tego pobytu w Toskanii szczególnie zapamiętałam trattorię w Montepulciano, oddzieloną od głównego szlaku turystycznego grubym murem. Prowadziła do tego miejsca zacieniona droga zakończona trzema schodkami. Dalej rozciągał się już tylko bajeczny widok na południową Toskanię.

To był dopiero początek naszego pobytu, ale pamiętam, że tamtego dnia, kiedy poczułam smak pecorino – pysznego, owczego sera uznałam, że będzie to najlepszy dzień naszych wakacji i nic pyszniejszego nie może mi się przytrafić. Oczywiście myliłam się, chociaż trattoria była rzeczywiście szczególna i bardzo mile będę ją zawsze wspominać.

Drugą, niezapomnianą wyprawą kulinarną była wycieczka do wschodniej Toskanii, do Casentino. Postanowiliśmy pojechać tam wcześnie rano i po drodze zwiedzić jeszcze Arezzo. O zgrozo!! Z daleka od tego miasta. Oczywiście to moje subiektywne odczucia, ale naprawdę wszelkie uroki i zachwyty nad katedrą przesłonił mi okropny smród, kurz i wszędobylskie spaliny. Miasto mojego ulubionego Petrarki szybko rozwiało romantyczne wyobrażenia. Po 2 godzinach zwiedzania uciekliśmy, by skierować się na północ do mniej znanej Toskanii – Casentino. Byliśmy już trochę głodni, więc Tomek zaproponował, byśmy zatrzymali się w miasteczku Poppi. Już na początku zobaczyliśmy bruschetterię, która przypadła nam do gustu, więc postanowiliśmy najpierw coś zjeść, a potem pospacerować po mieście. To był strzał w dziesiątkę. Miejsce okazało się bardzo sympatyczne, jedzenie było doskonałe, a ceramika, na jakiej nam je podano absolutnie mnie zachwyciła. Udało mi się odszukać nawet miejsce, w którym jest wyrabiana, ale obiecałam sobie, że jeszcze kiedyś tam wrócimy i może wtedy …

Samo Poppi też zasługuje na wzmiankę. To bardzo ładne miasteczko z pięknym zamkiem na szczycie. Widok z murów sprawia, ze zaczynasz się zastanawiać, dlaczego nie możesz mieć podobnego. Natomiast Casentino, to rzeczywiście “mniej znana Toskania”, jak sugeruje przewodnik. Skupiliśmy się na jej zachodniej części, wracając do domu prze Pratomagno – masyw, który stanowi granicę Casentino. Bardzo górzysty teren z przelotowymi, prawie opuszczonymi miasteczkami, drogami, które pną się serpentynami wśród stromych zboczy. Pozostawia po sobie jednak niesamowite wrażenie. Czułam się tam, jak na końcu świata, przez cały czas zastanawiając się, jak ludzie tam żyją. Najbardziej utkwiły mi chyba hortensje z przydomowych ogródków. Takiej ferii barw i olbrzymich kwiatów nie widziałam jeszcze w żadnym innym miejscu.

A te 2 zdjęcia powyżej, to już Tomkowe zmagania z kuchnią … pyszne i lekkie przekąski w ciągu dnia :-) )

Miłego weekendu!


Skomentuj


Spam Protection by WP-SpamFree Plugin